Warszawski Szpital Południowy znalazł się w centrum zainteresowania po głośnych wypowiedziach byłego ordynatora chirurgii, dr. Emila Jędrzejewskiego. Lekarz publicznie mówił o rzekomych błędach medycznych, nieprawidłowościach organizacyjnych, fałszowaniu dokumentacji oraz przypadkach śmierci pacjentów. Sprawa trafiła już do prokuratury, a wśród pacjentów i personelu pojawił się niepokój o bezpieczeństwo leczenia.
Atmosfera niepewności przed Szpitalem Południowym
Dzień po publikacji głośnego wywiadu przed wejściem do Szpitala Południowego pojawili się dziennikarze wielu redakcji. Reporterzy rozmawiali zarówno z pacjentami, jak i pracownikami placówki, próbując ustalić, jak medialne doniesienia wpłynęły na funkcjonowanie szpitala.
Według relacji świadków w poczekalniach było zauważalnie mniej osób niż zazwyczaj. Część pacjentów przyznawała, że informacje o możliwych nieprawidłowościach wzbudziły w nich obawy, jednak jednocześnie podkreślali, że w razie potrzeby i tak muszą korzystać z pomocy medycznej.
Niektórzy nie chcieli komentować sprawy, tłumacząc, że dodatkowy stres nie pomoże im w leczeniu.
Pracownik SOR: pacjenci pytają o śmierć chorych
Anonimowy pracownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego przyznał w rozmowie z mediami, że już od rana pacjenci zaczęli zadawać personelowi trudne pytania.
Jak relacjonował, wiele osób chciało wiedzieć, czy rzeczywiście dochodziło do błędów medycznych oraz czy pacjenci umierali wskutek niewłaściwego leczenia.
Pracownik podkreślił, że cała sytuacja bardzo negatywnie wpływa na wizerunek oddziału, który przez lata budowały dziesiątki lekarzy, pielęgniarek i ratowników wykonujących swoją pracę z pełnym zaangażowaniem.
Jego zdaniem odbudowanie zaufania społecznego będzie bardzo trudne i może potrwać wiele miesięcy, niezależnie od ostatecznych ustaleń śledczych.
Były ordynator przedstawił poważne zarzuty
Dr Emil Jędrzejewski w rozmowie z Kanałem Zero mówił o licznych nieprawidłowościach, które miały występować na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Według jego relacji dochodziło między innymi do błędów podczas intubacji, niewłaściwego nadzoru nad pacjentami oraz sytuacji, w których chorzy mieli przez wiele godzin nie otrzymywać odpowiedniej pomocy.
Najpoważniejsze oskarżenia dotyczyły jednak dokumentacji medycznej.
Były ordynator twierdził, że miało dochodzić do fałszowania zapisów oraz wykonywania tomografii komputerowej u pacjentów już po ich śmierci, aby stworzyć dokumentację sugerującą prowadzenie dalszego leczenia.
Jednocześnie lekarz przyznał, że nie był bezpośrednim świadkiem wszystkich opisywanych zdarzeń i dlatego wcześniej sam nie zgłaszał sprawy organom ścigania.
Personel potwierdza jeden z incydentów
Jeden z pracowników SOR-u przyznał, że przypadek wykonania tomografii u zmarłego pacjenta rzeczywiście miał miejsce około trzech lat temu i był znany wśród personelu.
Podkreślił jednak, że samo wykonanie badania po śmierci pacjenta nie musi automatycznie oznaczać naruszenia procedur.
W praktyce takie badania bywają wykonywane również w celu ustalenia przyczyny zgonu lub jako element dalszego postępowania medycznego.
Dlatego najważniejsze będzie ustalenie, jaki był rzeczywisty cel wykonania badania oraz czy dokumentacja została sporządzona zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Dawid Kacprzyk zaprzecza oskarżeniom
Jedną z osób wskazywanych przez byłego ordynatora jest były kierownik SOR-u Dawid Kacprzyk.
Dr Jędrzejewski zarzucał mu odpowiedzialność za część nieprawidłowości oraz zwracał uwagę na pełnienie odpowiedzialnej funkcji mimo braku ukończonej specjalizacji.
Stanowczo odrzuca to pełnomocnik lekarza, mecenas Jacek Dubois.
Jak podkreśla, jego klient zaprzecza wszystkim zarzutom dotyczącym zarówno fałszowania dokumentacji, jak i popełniania błędów medycznych.
Według obrony cała sprawa ma związek z konfliktem personalnym pomiędzy byłym ordynatorem a Dawidem Kacprzykiem.
Prokuratura bada śmierć 12 pacjentów
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że prokuratura analizuje obecnie okoliczności śmierci dwunastu pacjentów, o których wspominał były ordynator.
Sam dr Emil Jędrzejewski złożył już zeznania przed śledczymi.
Obecnie prowadzone są dwa odrębne postępowania.
Pierwsze dotyczy podejrzenia wyłudzenia ze szpitala ponad 558 tysięcy złotych poprzez zawyżanie liczby przepracowanych godzin i wystawianie nierzetelnych faktur.
Drugie śledztwo obejmuje sposób organizacji pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, prawidłowość kwalifikowania pacjentów, zatrudniania personelu oraz nadzoru sprawowanego przez kierownictwo placówki i urzędników miasta stołecznego Warszawy.
Personel apeluje o ocenę dopiero po zakończeniu śledztwa
Pracownicy szpitala podkreślają, że obecnie cała placówka ponosi konsekwencje medialnych doniesień, mimo że zdecydowana większość lekarzy i pielęgniarek od lat wykonuje swoje obowiązki zgodnie z obowiązującymi standardami.
Ich zdaniem ewentualne nieprawidłowości powinny zostać dokładnie wyjaśnione, jednak ostateczne wnioski powinny opierać się na analizie dokumentacji medycznej, opiniach biegłych oraz ustaleniach prokuratury, a nie wyłącznie na publicznych wypowiedziach uczestników sporu.
To właśnie wyniki prowadzonych postępowań mają odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście doszło do zaniedbań, kto ponosi za nie odpowiedzialność oraz czy pacjenci byli narażeni na utratę zdrowia lub życia wskutek nieprawidłowości w funkcjonowaniu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

