Fantastyczna przygoda Maja Chwalińska podczas tegorocznego Roland Garros dobiegła końca. W finale paryskiego turnieju Polka uległa Mirra Andriejewa 3:6, 2:6, ale mimo porażki może mówić o największym sukcesie w swojej dotychczasowej karierze.
Chwalińska przeszła przez kwalifikacje i dotarła aż do finału, eliminując po drodze kilka wyżej notowanych rywalek. W całym turnieju imponowała walecznością, kreatywnością oraz odpornością psychiczną, zapisując się w historii jako pierwsza kwalifikantka w erze Open, która awansowała do finału singla na kortach Rolanda Garrosa.
W decydującym spotkaniu od początku inicjatywę przejęła Andriejewa. Rosjanka narzuciła wysokie tempo gry, skutecznie wykorzystywała swój serwis i nie pozwalała Polce na rozwinięcie skrzydeł. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:3, a w drugim Andriejewa jeszcze bardziej podkręciła tempo, wygrywając 6:2.
Po ostatniej piłce emocje wzięły górę. Andriejewa usiadła na korcie, nie kryjąc wzruszenia po zdobyciu jednego z najważniejszych tytułów w swojej karierze. Chwilę później podziękowała kibicom i pobiegła świętować sukces ze swoim sztabem szkoleniowym.
Nie zabrakło również pięknego sportowego gestu. Przy siatce obie zawodniczki pogratulowały sobie występu i uścisnęły się, pokazując wzajemny szacunek po zakończeniu finałowej rywalizacji.
Choć Chwalińska nie sięgnęła po tytuł, jej występ w Paryżu może okazać się momentem przełomowym. Awans do finału wielkoszlemowego turnieju otwiera przed nią nowe możliwości i potwierdza, że należy dziś do grona najbardziej interesujących zawodniczek młodego pokolenia.

